Kiedy „ryba psuje się od głowy“ - busola twoich celów rozwojowych może zacząć wariować !

O tym, że przykład idzie z góry... nikogo nie należy przekonywać. Dlaczego zatem nie wykorzystujemy go do dawania dobrych wzorców?

Od lat przekonuję wszystkich moich klientów i studentów o znaczeniu profesjonalnego podejścia do doboru kadr. O wartości właściwych kompetencji i doświadczenia, zwłaszcza w procesach decydujących o obsadzie kluczowych stanowisk w organizacjach, Podkreślam wtedy głównie długofalowe koszty błędnych decyzji i chodzenia na skróty w doborze kadr menedżerskich na różnych szczeblach w hierarchii firmy. Zarówno w kategoriach miękkich – społecznych, jak i twardych – biznesowych. I nie byłoby w tym nic dziwnego, z punktu widzenia mojej roli zawodowej, gdyby nie to, że od równie dawna pozytywna zmiana w tym zakresie następuje zbyt wolno.


Zachodziłam w głowę, dlaczego?, snułam przypuszczenia, obserwowałam skutki w czasie.... i dopiero dziś zrozumiałam i straciłam chyba ostatecznie nadzieję. Uświadomiłam sobie dlaczego nie chcemy się uczyć na najlepszych wzorcach, od tych , którzy tymi wzorcami są naprawdę. Których doświadczenie jest gotowym modelem dobrych praktyk w zarządzaniu. Przecież dostarczają nam tylu dowodów na to, jakim turbodoładowaniem w procesie rozwoju biznesu są właściwe kompetencje zarządzających.

Z pomocą przyszedł, doskonały artykuł, napisany zapewne również w trosce o przyszłość naszej gospodarki, a w konsekwencji całego społeczeństwa.
http://natemat.pl/171063,zyciorysy-szefow-miedzynarodowych-koncernow-kontra-orly-pisu.

I choć kompletnie nie znam się na polityce, a polityczne koterie są dla mnie tajemnicą enigmy, trudno żebym z uwagi na swoje zainteresowania oraz kompetencje zawodowe, nie zwróciła uwagi na istotny akcent artykułu ... „biznesowe CV“.

I tu się zaczęło!
A właściwie skończyło...poszukiwanie sensu, w prowadzonych zmianach kadrowych na najistotniejszych przyczółkach biznesowych lokomotyw Skarbu Państwa. Pierwszy raz na poważnie zaczęłam się wstydzić, bo przecież świat na nas patrzy, buduje swoje zdanie i kształtuje decyzje o poziomie współpracy. I nie ważne jakie ugrupowanie polityczne sobie folguje w tej kwestii. Nie ma to dla mnie żadnego znaczenia. Ważne, że godzi to w nasz wizerunek, jeżeli wysyła w świat komunikat, że niczego się nie uczymy, a zasady skutecznego zarządzania i ciągłości procesów w biznesie mamy za nic.

Zastanawiam się jakich argumentów mam użyć od jutra w swojej pracy z klientami – skoro jak zwykle „ryba psuje się od głowy“. Cała wiedza na temat najlepszych standardów zarządzania kapitałem ludzkim do wrzucenia do kosza. Pojęcie poziomu dopasowania kompetencji kandydata do stanowiska, nabierające znaczenia wraz z poziomem jego odpowiedzialności w strukturze organizacji, staje się pustym sloganem, któremu od dziś, zapewne nie tylko w mojej głowie, towarzyszyć będzie również wiele innych.

Za kilkadziesiąt godzin kolejna grupa studentów MBA skonfrontuje mnie zapewne na wykładach z galerią opisywanych praktyk , kiedy będę mówiła o znaczeniu profesjonalizacji kluczowych procesów zarządzania zasobami ludzkimi w firmie. Wysokiego standardu ZZL, jako kluczowego czynnika sukcesu firm w niełatwym i dynamicznym otoczeniu firm. Jako ekspert zarządzania w obszarze Human Resources postawię na szali swój autorytet i doświadczenie, kiedy zapytają mnie być może nawet trywialnie – i co z tym profesjonalizmem w zarządzaniu?
Jak mam ich przekonać, że nie warto, pomimo wszystko schodzić z poziomu sugerowanych przez najlepsze praktyki standardów?

Jak mam przekonać, jako mentor Uniwersytetu Wrocławskiego moich kolejnych młodych i wciąż pełnych ideałów mentee, że warto podejmować konsekwentny wysiłek na ścieżce rozwojowej! Że warto uczyć się od najlepszych!, Że profesjonalne kompetencje rozwijane świadomie krok po kroku są wartością samą w sobie i najważniejszą kartą przetargową w drodze do spełnienia ich zawodowych marzeń! Jak mam im to powiedzieć? Jak nie utracić ich zaangażowania i nie zburzyć świata ich wartości?

Bo jeśli pójdą wymarzoną, profesjonalną drogą, to albo napotkają nigdy jasno nie zdefiniowaną, szeptaną w firmowych korytarzach, brutalną prawdę, albo zostaną zniszczeni, wypaleni. W najlepszym wypadku niedocenieni za poziom swoich kompetencji, nieustannie zadając sobie trudne pytania...“dlaczego nie ja“? I nie znajdą najprawdopodobniej profesjonalnej odpowiedzi. I do kogo będą mieli pretensję? Pewnie również po części i do mnie, że im wpajałam nieaktualne zasady profesjonalnego rozwoju, który prowadzić miał do wymarzonych celów.

A może po prostu chcemy żeby najlepsi kontynuowali swój rozwój daleko stąd...?
Trwa ładowanie komentarzy...